Santiago de Chile – między Andami a Pacyfikiem

(Fot. Santiago © Jeff Belmonte, CC BY-NC-SA 2.0)

Gdy w mroźną polską zimę lub upalne lato zechcemy zmienić klimat, bardzo dobrym wyborem będzie podróż do Chile. Lot samolotem z Europy trwa 18h z Frankfurtu, 14h z Paryża lub godzinę krócej z Madrytu. Celem podróży jest stolica – Santiago de Chile.

Santiago znajduje się mniej więcej w połowie drogi między północnym a południowym krańcem Chile. Od – założonego u podnóża Andów – Santiago do wybrzeża Pacyfiku dzieli nas niewiele ponad 100 km. Piękną panoramę miasta na tle Andów zobaczymy z ufortyfikowanego wzgórza Santa Lucia lub wzgórza San Cristobal, na zboczu którego znajduje się Park Metropolitano z ogrodem zoologicznym i botanicznym. Na szczyt prowadzi malownicza ścieżka rowerowa.

W Santiago de Chile, istniejącym od 1541 r., mieszka 1/3 wszystkich Chilijczyków, znajdziemy wiele kontrastów. I tak w najstarszej dzielnicy – Santiago, wśród kolonialnej zabudowy widać nowoczesną architekturę. Śródmieście przypomina raczej stolice europejskie. W drogiej dzielnicy Las Condes przy Apoquindo Avenue powstało centrum biznesowe z nowoczesnymi drapaczami chmur, nazywane popularnie Sanhattanem. Peryferia miasta są raczej ubogie. Jednak niezależnie od ceny gruntów są dwie rzeczy, które łączą wszystkie dzielnice – sfory bezdomnych (podobno niegroźnych) psów i zapach prażonych orzeszków ziemnych i karmelu – tzw. Nuts4Nuts, sprzedawanych na każdym rogu, jak precle w Polsce.

Z miejsca zakwaterowania łatwo dotrzemy do centrum miasta jedną z linii metra, autobusami lub taksówką, które w Chile zawsze są czarne z żółtymi tablicami rejestracyjnymi.

Zwiedzanie zaczniemy od najstarszej części miasta. Hiszpańscy konkwistadorzy zakładali miasta na wzór rzymskich obozów (castrum romanum). Głównym placem był Plaza De Armas (Plac Broni). Oryginalna zabudowa z początków okresu kolonialnego została w większości zniszczona przez kolejne trzęsienia ziemi w1552, 1647 i 1730 roku. Barokowo-klasycystyczny wygląd Katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny stojącej przy placu jest jej piątym wcieleniem. Oprócz katedry przy Plaza de Armas stoją:

  • Pałac Arcybiskupi;
  • budynek Poczty Głównej, który stoi w miejscu domu założyciela miasta – konkwistadora Pedro de Valdivia;
  • Pałac gubernatora (Palacio de la Real Audiencia), w którym mieści się Narodowe Muzeum
  • oraz Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej.

Wieczorami na placu można pograć w szachy, a w niedzielny ranek na pasażu Estado potańczyć w latynoskich rytmach. Okoliczne kolonialne uliczki Barrio Brasil tętnią życiem o każdej porze dnia. Uliczni handlarze, malarze i grajkowie tworzą unikalną atmosferę tego miejsca. Warto zatrzymać się i popatrzeć jak uliczni artyści tańczą narodowy chilijski taniec – cueca.

Z placu udajemy się na południe pasażem Ahumada w kierunku Pałacu La Moneda, który pierwotnie był mennicą, a teraz jest pałacem prezydenckim i siedzibą trzech ministerstw. Aby go zwiedzić należy zrobić rezerwację z 7 dniowym wyprzedzeniem. Dalej idziemy na spacer Avenida Libertador General Bernardo O’Higgins – główną promenadą miasta. Znana jako Alameda – powstała w XIX w. na miejscu południowego koryta rzeki Mapoocho. W czasach kolonialnych rzeka oplatała miasto dwoma ramionami wyznaczając jego granice i chroniąc je przed napaściami tubylców. Przy Alamedzie stoi jeden z najstarszych budynków w mieście – XVI-wieczny kościół Św. Franciszka.

Udając się z  Plaza De Armas na północ obejrzyjmy kościół św. Dominika i Posada del Corregidor z 1780 r. Dzielnicę Bellavista, w którą wkraczamy przekraczając rzekę upodobała sobie tutejsza bohema. W Bellavista zamieszkał chilijski Noblista – poeta Pablo Neruda. W jego domu – La Chascona – można obejrzeć pamiątki po nim. W licznych barach, klubach i restauracjach kwitnie życie nocne. Najpopularniejsze w Santiago lokale mieszczą się przy Pio Nono.

W porze lunchu Bellavista odczuwa napływ ludzi. Mercado Central – pawilon wykonany z kutej stali przywiezionej w XIX w. z Anglii jest znanym targiem rybnym, któremu towarzyszą liczne restauracje kuszące lokalną kuchnią. Warto spróbować empanady, curanto czy chilijskiej odmiany rosołu – cazuela. Przez cały rok dostępne są świeże owoce. Niekwestionowanym numerem jeden w Chile jest awokado, które dodaje się nawet do hamburgerów. W kawiarni zamówmy yerba mate, alkoholowego pisco lubchilijskie wino Carménère.

Kiedy już znudzi nam się  Santiago, mamy otwartą drogę ku Andom, Pacyfikowi, pustyni Atacama lub Patagonii. W którą stronę udamy się najpierw zależy tylko od nas.

Komentarzy: 1

  1. Marta napisał(a):

    Podróż do Chile to rzeczywiście świetny pomysł. Byliśmy tam z New Poland i jesteśmy urzeczeni tym krajem. Chcielibyśmy w przyszłości odwiedzić więcej krajów Ameryki Południowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *