Portofino – włoska odpowiedź na Saint Tropez

(Fot. Portofino © Rotellini Luciano, Public Domain)

Cofnijmy się w przeszłość. W wodach wąskiej, otoczonej wysokim klifem zatoki pływa mnóstwo delfinów. I to one inspirują Rzymian do nadania nowo założonej wiosce nazwy Portus Delphini. Mała nadmorska osada na Wybrzeżu Liguryjskim przyciąga jedynie rybaków, a przy brzegu widać tylko małe kutry. Ten obraz zmienia się, gdy w najbliższej okolicy rozbudowuje się kolej. A dzieje się to po II wojnie światowej. Niegdyś trudno dostępną wioskę odkrywają piękni i bogaci, szukający spokojnej okolicy na upragniony odpoczynek. W miejsce łódek pojawiają się luksusowe jachty, a miasteczko staje się prestiżowym miejscem, porównywanym z francuskim Saint Tropez. Maupassant – jeszcze przed napływem turystów – opisywał mocne wrażenie błogostanu jaki doznał po zetknięciu z “półksiężycem wokół zatoki ciszy”. Co nie oznacza, że po wielu latach Portofino zatraciło swój urok. Nadal pozostaje inspirującym miejscem – magicznym, o niecodziennej urodzie i przyciągającym coraz więcej przyjezdnych.

W pewnej reklamie Monica Bellucci siedzi na skąpanym słońcem tarasie i popija wodę. Tak, to właśnie Portofino. Jednak o miasteczku zrobiło się głośno już znacznie wcześniej, gdy egipsko-włoska piosenkarka Dalida zaśpiewała swoją wersję piosenki “Love In Portofino”. Polacy – nie pozostając w tyle – także wyśpiewują uroki tego miejsca. Słowa przetłumaczone przez Agnieszkę Osiecką mogliśmy usłyszeć dzięki Sławie Przybylskiej, Annie German czy Katarzynie Groniec. Na początku stulecia kręcono tutaj sceny do amerykańskiego tasiemca “Moda na sukces”. Miejsce pokochała także gwiazda Manchester United, Wayne Rooney – wybrał je ma swój ślub. Słowa: “i jak można się temu miejscu oprzeć” same napływają do ust.

Co najciekawsze, mimo tak mocnej popularności, przybywając do Portofino wciąż czuć spokój w powietrzu. Barwne, wąskie domy zbudowane jeden przy drugim, wąskie uliczki, widok jachtów parkujących w małym porcie, lazur wody i przejrzyste niebo to czołowy obrazek, jakim miasteczko jest reklamowane. Turystom oferuje się jednak o wiele więcej.

Przede wszystkim w żadnym innym miejscu, jak właśnie w Portofino nie poczujemy tego opiewanego przez wszystkich (zwłaszcza Włochów) dolce farniente. Można godzinami spacerować, obserwując owo słodkie nieróbstwo okolicznych mieszkańców, których wcale nie pozostało tak wielu. Słuchając cykad przysiadując przy ławce z widokiem na zatokę samemu można odpłynąć myślami w siną dal.

Zwiedzania nie sposób zacząć inaczej niż od Piazzetty, czyli małego placyku, gdzie znajdują się ekskluzywne butiki, sklepy z miejscowymi pamiątkami, kafejki i restauracje. Wędrując krętymi uliczkami pod górę dojść można do kościoła San Giorgio. To tutaj ponoć znajdują się szczątki św. Jerzego. Kiedyś w tym miejscu mieściło się sanktuarium, wybudowane przez rzymskich żołnierzy. Z okolicy rozpościera się wspaniały panoramiczny widok na całą okolicę. Idąc dalej pod górkę, zasłuchując się w dźwiękach natury, dochodzi się do Castello Brown – XVI-wiecznej twierdzy na szczycie Monte di Portofino (ok. 600 m n.p.m.). Po drodze odnajdzie się niejedno ustronne miejsce z widokiem za zatokę, które da chwilę relaksu. Odbijając z trasy można dojść do latarni morskiej.

Nieco dalej zaczyna się ogromna połać Parku Krajobrazowego Monte di Portofino. Teren obejmuje miasteczko wraz ze wzgórzem i oferuje pięćdziesięciokilometrową trasę dla spacerujących wizytatorów.

Mało kto jednak wie, iż okolica jest jednym z najlepszych miejsc do nurkowania. Za przedgórzem Portofino, w zatoce San Fruttuoso, siedemnaście metrów pod poziomem wody, pomiędzy głazami znajduje się dwuipółmetrowy posąg z brązu przedstawiający Chrystusa składającego ofiarę pokoju. Znaleźć go można w najbliższej okolicy kościoła San Fruttuoso. Figura Chrystusa z Głębin jednak nie ma z tą budowlą najmniejszego związku. Została poświęcona Dario Gonzattiemu, który w tych wodach zginął w 1947 roku. Włoski pływak jako pierwszy testował ekstremalny sprzęt do nurkowania, a statua to jego pomysł. Chrystus z Otchłani ma ręce i głowę uniesioną ku powierzchni wody. Na świecie znaleźć można kilka podobnych posągów. Jeden z nich Genua podarowała St George na Karaibach jako podziękowanie za pomoc w ratowaniu załogi włoskiego statku zniszczonego przez pożar właśnie w tym miejscu. Bazą wypadową dla nurków są przykładowo Portofino Divers czy pięknie położone 300 m. od Santa Margherita Il Grande Blue, oferujące nurkom świetne zaplecze.

Jeżeli to wszystko nie wystarczy żądnemu odpoczynku turyście, nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić do pobliskiego Rapallo, gdzie znajdują się niedrogie hotele oraz plaża. Jednak tutaj także warto poświęcić trochę czasu i odwiedzić parę miejsc, jak XVII-wieczna kolegiata czy XVI-wieczny kościół San Francesco.

Jadąc wzdłuż wybrzeża jeszcze kawałek dalej na zachód dojeżdża się do Nervi, które z kolei jest świetną bazą dla odpoczynku zimowego. Jako najstarsze na wschodnim wybrzeżu zimowe uzdrowisko zmęczonym turystom oferuje gorące źródła.

Komentarzy: 1

  1. Znajomy byli. Widziałam ich zdjęcia. W 100% zgadzam się z autorem postu. Tego miejsca nie da się opisać słowami, uwierzcie! Tak się nakręciłem na to miejsce, że w przyszłe wakacje się tam wybieram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *